Od tamtego roku wykiełkowała we mnie nową pasją. Pasja do wypieków, słodkości i... tortów.💣 Dziś pokażę drogę do tego ostatniego. Setki obejrzanych filmików, przeczytanych porad osób które robię to na co dzień. Potem pierwsze zakupy i się zaczęło...😬😉
Pierwsze dwa torty zrobiłam do domu. Chciałam zobaczyć czy jakkolwiek dam radę, czy mi to jakoś wyjdzie. Na ozdobach się nie skupiałam bo to było najmniej ważne byle przećwiczyć tynk, sprawdzić przepisy i stanąć na wysokości zadania.
To mój pierwszy tort po złożeniu. 💓 Kremy jak dobrze pamiętam były śmietanowy z żelką malinową i z czekoladowych Michałków z chrupką z ciemnej czekolady. Powiem szczerze, że jak na pierwszy raz ostatecznie nie wyszedł mi źle, to był biszkopt tak wysoki, że nie wiem czy później udało mi się jeszcze raz taką wysokość osiągnąć.💗 Kremy delikatne, mi przypadły do gustu, a co najważniejsze wyszły stabilne, nie lały się i tort chyba pierwszy raz w życiu, wcześniej robiłam takie typowo domowe był tak wysoki, równy i "sztywny" w dobrym tego słowa znaczeniu.
Tynk jaki wypróbowałam to był tynk Milky Way. Dwa kolory, które ostatecznie bardzo przypadł mi do gustu, chodź myślę o spróbowaniu czegoś nowego, gdzie ten już kilka razy przećwiczyłam.💖
Drugi tort wyszedł mi krzywo na górze, wiem wiem, ale to wina tego, że źle przecięłam biszkopt i trochę źle rozłożyłam warstwy.😑 Ze względu na to, że był do testów odpuściłam sobie to, żeby to ratować tynkiem. Tu również był tynk Milky Way, trochę kombinowałam ze skrobką i innymi udziwnieniami, ale nie za wiele.
Tynk zewnętrzy taki sam, ale środek już nieco inny jak przy pierwszym torcie. Tu był krem Milky Way z chrupką z ciemnej czekolady, żelka z owoców leśnych i maliny i mus z podobnych owoców. Był trochę kwaśny i słodycz dolnej warstwy tego nie przebiła. 😒 Pamiętam biszkopt zrobiłam też z innego przepisu i też mi nie przypasował, był bardzo mocny, trochę taki gliniasty, zdecydowanie nie moja bajka. 😕
No i nadszedł moment, że moje wypieki tortowe w takiej wersji miały ujrzeć światło dzienne. 😦😮Miało to nastąpić na zakończeniu przedszkola u mojego syna. Wyzwanie nie małe. 25 dzieci i rodzice.😮 To był kolos, naprawdę. Blacha 35 centymetrów, przełożenia były dogadane z Paniami nauczycielkami, śmietanka a drugi Milky Way z chrupką czekoladową, żeby było na spokojnie, że dzieci zjedzą, że nie lubią jakiś owoców itd.😉
Sama robiłam literki, siedziałam i wycinałam je z masy cukrowej, specjalnie kupiłam wykrawacze, książeczki sobie wymyśliłam na końcu, chodź nie wiem czy widać, że to książki. 😋 Naprawdę na wysokość robił wrażenie. Dziś jak na niego patrzę i podstawę jaką do niego miałam, stwierdzam że miałam więcej szczęścia niż rozumu, że na tak cienkiej podstawie on mi nie pękł, ani tynk się nie rozwalił nigdzie. 😦😱😦
I wiecie co? Z przedszkola na zabawę z rodzicami zostało go jakoś koło 1/4. 😯 Dyrektor, nauczyciele, dzieci z dokładkami spałaszowali tak dużą część, że jak mi wynieśli go to mi szczęką opadła, ile z niego zostało. Ostatecznie ja załapałam się na cienki paseczek, a mój mąż na jedną łyżeczkę ode mnie, bo smażył nam kiełbaski i nie wiedział, że już się wszystko rozeszło. 😂
Byłam z siebie mego dumna i zmotywowało mnie to do kolejnego tortu, ale to już w innym poście, jeżeli Was tym zainteresowałam... 💖💤💤